Nazistowska Europa- polemika

powerPolemika z tekstem Elana Mehl „Nazistowskie Węgry

Język, którego używamy do opisu sytuacji, nieuchronnie staje się językiem, w którym o tej sytuacji myślimy. Dlatego warto krytycznie przejrzeć jego przezroczyste klisze i oczywiste slogany, zdrapać pozłotko i wejrzeć w głąb problemu. Tekst Elana, wydaje się intuicyjnie oczywisty- nie jest też moją intencją zaprzeczać, że premier Orban zasługuje na rozstrzelanie, a sceny które widzimy z udziałem migrantek i migrantów przypominają, nie tylko powierzchownie, lata 30 w nazistowskich Niemczech. Jednak pisząc o polityce musimy być bardzo uważni- nie raz język sklejają nam wszechobecne klisze „humanitarnego” dyskursu, który nie jest przezroczysty- służy (zapewne wbrew intencji autora) obronie (neo)liberalnej demokracji i (kapitalistycznego) status quo. Rozbicie tych klisz, a przynajmniej ich krytyczna świadomość to warunki możliwości prawdziwie emancypacyjnej praktyki.

Co w zasadzie mamy na myśli, pisząc w aktualnym kontekście o Nazistowskich Węgrzech? Co w zasadzie znaczy, że ich praktyki są nazistowskie? Dlaczego akurat mówimy o Węgrzech, właśnie i tylko o nich? Wydaje mi się, że to podwójne oddzielenie zasługuje na dekonstrukcję. Sąd Elana jest zbyt łatwy- nie chodzi o krytykę, ale raczej o poszerzenie pola walki. Wygoda takiej oceny pozwala odetchnąć prawdziwym winnym, którzy jak wiemy- zawsze stoją poza kadrem.

Więc dlaczego właśnie Węgry, które pozytywnie rozpatrują więcej wniosków azylowych od władz RP? Można wskazać setki innych, równie przejmujących obrazków- policja czeska znakuje więźniów numerami seryjnymi, armia grecka zaminowała okolice rzeki Ewros, bułgarska buduje płot graniczny z nie gorszym stylu niż ten węgierski, albo hiszpański w Ceucie. W naszej drogiej, gościnnej i jakże demokratycznej Polsce granice patrolują autonomiczne roboty rodem z Terminatora (projekt TALOS), w przepełnionych ośrodkach zamkniętych okropne warunki prowokują kolejne strajki głodowe, a siedziba Frontexu, europejskiej agencji ds. łapanek i deportacji, wnosi się w Warszawie, nad włazem do kanałów przy którym czatowali szmalcownicy czasów wojny. Czy polscy Romowie mają się lepiej od węgierskich? Pod którym z wymienionych względów? Czy polscy (brytyjscy, niemieccy) politycy i dziennikarze posługują się inną retoryką niż Orban? Oczywiście ten ping-pong na pojedyncze tragedie i ekscesy represji nie ma sensu. Całość dramatu nieudokumentowanych migrantów i migrantek w więzieniach Europy i na jej odrutowanych granicach nie jest bowiem szczególnym przypadkiem sadyzmu, tylko esencjonalnym fundamentem zjednoczonej kapitalistycznej Europy. W ramach obecnego systemu reżim graniczny jest sensowny i funkcjonalny- zarówno z przyczyn ekonomicznych (utrzymywanie obszarów o różnym stopniu rozwoju, blokowanie cyrkulacji siły roboczej) jak i politycznych (utrzymanie monolitycznego obrazu etno-narodów i lęku przed obcymi jako mechanizmu kontroli społecznej). Oczywiście, humanitarne tabu i komfort wysokiej pozycji, sprawia, że główni beneficjenci tego układu- bogate kraje europejskiej północy, nie muszą ściągać białych rękawiczek. Europejski reżim graniczny zorganizowano jak odwróconą wersję dantejskiego piekła, gdzie wewnętrzny krąg komfortu nadzoruje kolejne, coraz bardziej wulgarne w przemocy peryferia. Niemcy i Francuzi „outsourcują” zatrzymane osoby do kraju pierwszego wjazdu (w ramach regulacji Dublin III, min. odsyłają je do polskich ośrodków zamkniętych), Polacy i Włosi je zamykają, deportują do kraju pochodzenia i bronią zewnętrznych granic, za to Łukaszenko z Kadafim mogą bezkarnie mordować, nieraz za pieniądze zachodu (liczne tajne umowy z rządem włoskim i Komisją Europejską wyciekły po upadku Kadafiego, a Łukaszenko wprost opowiada o tym że po ’91 czasy się zmieniły, a granice łączą zamiast dzielić. Frontex dysponuje działem budżetu na własną politykę zagraniczną, z którego utrzymuje buforowy wianuszek dyktatur). Te koncentryczną organizację przemocy także znamy z obozów zagłady- Eichmann za biurkiem, SS-mani na wieżyczkach, blokowi w barakach i sonderkommando przy krematorium. Jeżeli ktoś tu jest nazistą (trudno mówić na razie o Zagładzie migrantów, ale jeszcze trudniej zaprzeczać, że te odgrodzone baraki bezterminowej odsiadki i przepełnione getta przenoszą nas w końcówkę lat ’30) to cała, bez wyjątku, Unia, w tym rząd Polski- bez różnicowania na tych od czystszej i brudniejszej roboty. Oczywiście taki wniosek, powinien postawić nas na baczności- czy nie kręcimy się znowu na karuzeli z placu Krasińskich, my- bezwolni gapie, europejczycy? Czy zrobiliśmy coś gdy zeszłej zimy w strefie Schengen trwała operacja Mos Maiorum, największa łapanka powojennej europy? Jak odnieśliśmy się do strajków głodowych w polskich obozach? Do antymigranckich spendów nazioli w naszych miastach? Jak czujemy się w krótkiej kolejce do okienka „Tylko dla obywateli EU” na lotnisku?

Ale jest jeszcze drugi poziom. Po co w zasadzie odwołujemy się do metaforyki nazistowskiej? Czy to tylko chwyt retoryczny, czy groza koszmarnego deja vu? Jest w tych oskarżeniach o totalitaryzm coś jeszcze. Mimowolna pochwała najlepszego z możliwych ustrojów, liberalnej demokracji. Poniekąd słuszne przekonanie o wyjątkowości zbrodni tzw. totalitaryzmów (którymi, warto pamiętać wedle niejasnej, a wciąż nauczanej definicji Brzezińskiego jest wszystko poza… Stanami Zjednoczonymi) łatwo może przesłonić nam fakt, że koszmar hitleryzmu był w zasadzie tylko wypadkową pewnej drogi rozwoju, obrzydliwą i skoncentrowaną mieszanką tendencji obecnych w Europie i „jej” koloniach od paru setek lat. Nazizm zapadł w pamięć Europejczyków, bo przyniósł do centrum to co „wypadało” robić na peryferiach, co nie razi nas nawet dziś jako część historii Konga, Algierii czy Indii (a więc także historii winy imperialnych nadludzi z Belgii, Francji i Anglii), a co popełnione w Europie Środkowej, w formie wzbogaconej o doświadczenia I wojny i nauki fordyzmu dało niespodziewany wynik, lepiej zapadający w pamięć- Zagładę. (obecnie Niemcy popełniają faux-pas w podobnym modelu- przenosząc praktyki gospodarczego wyniszczenia, zarezerwowane dotąd dla globalnego południa, do „ojczyzny demokracji”)

Podobnie dziś, sarkanie na antydemokratyczne tendencje Orbana czy innych pomniejszych watażków, przysłania jakże łatwo przewiny wielkich demokracji liberalnych, które to zorganizowały zarówno obecny reżim graniczny, jak i źródła presji migracyjnej- zbrodnie dawnego kolonializmu, obecne wojny najeźdźcze, globalny kryzys żywnościowy (jak dobrze każdy zna Wielki Głód na Ukrainie, zbrodnie

Stanowisko Warszawskiej Komisji Środowiskowej Inicjatywy Pracowniczej w sprawie uchodźców.

blamin immigrantsWarszawska Komisja Środowiskowa opowiada się za bezwarunkowym przyjęciem do Polski uchodźców wojennych z Syrii i innych krajów Bliskiego Wschodu.

Uważamy, że udzielenie pomocy uchodźcom jest naszym moralnym i politycznym obowiązkiem. Polska i inne kraje europejskie czerpią ogromne korzyści z niskopłatnej, niewolniczej pracy mieszkańców i mieszkanek Trzeciego Świata. Kraje UE, w tym Polska, uczestniczyły w bezprawnej inwazji na Irak i Afganistan, przyczyniając się przez to do obecnej sytuacji mieszkańców tego regionu. W tych okolicznościach przyjęcie uchodźców to nie tyle gest dobrej woli, co zachowanie minimum ludzkiej przyzwoitości.
Ludzie ci doświadczyli już niejednego koszmaru. Podjąwszy decyzję ostateczną, jaką jest pozostawienie swoich domów, muszą oni mierzyć się z kolejną falą agresji, tym razem europejskiej. Wobec eksplozji rasizmu i nienawiści w Europie my, Inicjatywa Pracownicza, musimy tym silniej stanąć po stronie uchodźczyń jako równościowy, postępowy, internacjonalistyczny związek zawodowy.

Stanowczo sprzeciwiamy się jakimkolwiek przejawom rasizmu i nienawiści opartej na religii.
Internacjonalizm oznacza dla nas solidarność pracowniczą, ale nie tylko. Pragniemy wzajemnej współpracy wszystkich ludzi, niezależnie od rasy czy płci. Jako internacjonaliści i internacjonalistki musimy okazać solidarność ofiarom wojny.

Przyjęcie uchodźczyń i uchodźców do Polski nie będzie miało negatywnego wpływu na pracownice i pracowników już obecnych w kraju. Restrykcyjna polityka antyimigrancka wzmacnia reżim graniczny i bezpośrednio umożliwia łamanie praw pracowniczych. Nieudokumentowane imigrantki i imigranci, w tym też uchodźczynie i uchodźcy, są najbardziej wyzyskiwaną grupą społeczną na polskim rynku pracy. Zatrudniani są za głodowe stawki i na niewolniczych zasadach. Często nie decydują się na walkę o swoje prawa w obawie przed deportacją.

Głównym problemem, przed którym stoimy, jest bezwzględne łamanie praw pracowniczych, a nie konkurencja pomiędzy pracownikami. Jest dużo pracy, do wykonywania której już dzisiaj często brakuje osób chętnych lub posiadających wystarczające kompetencje. Ponadto, produktywność wielu polskich pracowników jest obecnie zwiększona do granic fizycznych możliwości poprzez zbyt duży wymiar obowiązków, zbyt długie godziny pracy i zaniżone płace. Pracy starczy dla nas wszystkich; musimy się nią jedynie podzielić.

Od wielu lat było wiadome, że kwestia uchodźczyń i uchodźców prędzej czy później pojawi się i będzie wymagać odpowiedniej polityki. Polski rząd jednak długo ignorował ten problem i ograniczał swoje działania do zamykania ludzi w ośrodkach zamkniętych, a następnie nielegalnej deportacji.

Rasizm i etnofobia służą jedynie dzieleniu pracowników na wzajemnie zwalczające się grupy, będąc przeszkodą dla każdego ruchu pracowniczego. Podzieleni/podzielone nie osiągniemy nic, wspólnie możemy wszystko.