Buldożery i gaz łzawiący – reakcja Francji w temacie migracji.

Trwa ewikcja dżungli w Calais – gigantycznego obozu, zamieszkiwanego przez ok 6 tyś osób, które zostały zmuszone do osiedlenia się tam na początku zeszłego roku, po serii ewikcji squatów i mniejszych obozów.

Miesiąc temu zniszczono część kurdyjską i erytrejską. W zeszłym tygodniu władze potwierdziły plan na zrównanie z ziemią ok 2/3 obozu: domów, kościołów, meczetów, szkół, punktów medycznych, kuchni, teatru, restauracji oraz kondycji ludzkiej. Decyzja ta wywołała głośny sprzeciw. Mieszkańcy dżungli, wspierani przez stowarzyszenia złożyli pozew do sądu, podważając plan rządowy. Wśród argumentów jest między innymi fakt, że na danym terenie nie zamieszkuje, jak podaje rząd 800 osób, a około 3500, w tym ponad 300 dzieci bez rodziców. W związku z tym kilka tysięcy osób musiałoby zostać podczas zimy bez jakiegokolwiek schronienia. Mimo, że wynik sprawy sądowej zostanie orzeczony 23 lutego o godzinie 14, oficjalna decyzja mówi, że wszyscy mają czas na opuszczenie terenu do wtorku do godziny 20. Continue reading Buldożery i gaz łzawiący – reakcja Francji w temacie migracji.

6.02 – Relacja

W ubiegłą sobotę w Warszawie miały miejsce wydarzenia związane z tematem migracji.
W związku z organizacją przez niemieckich i polskich nazistów wspólnej, islamofobicznej demonstracji na placu Zygmunta, grupa antyfaszystów postanowiła zasygnalizować swój sprzeciw wobec straszenia “obcymi” i pojawiła się w tym miejscu z transparentem oraz hasłami “Zagrożeniem są faszyści” i “Razem ponad granicami – solidarność z uchodźcami”. Na miejscu było mnóstwo policji, a także handlarze, którzy postanowili zbić nieco kasy na karnawale nienawiści, jaki rozgrywał się wokół – można było zaopatrzyć się w powstańcze gadżety i wysłuchać przemówienia szefowej niemieckiej Pegidy, jeśli łączenie jednego i drugiego nie kłóciło się to komuś z logiką i sumieniem. Strategią policji było ciasne otoczenie kontrdemonstrantów dwoma szpalerami pałkarzy tak, aby nie było ich widać ani słychać. Mimo to po oficjalnym zakończeniu demonstracji, przeszliśmy miastem głośno skandując “Wolność, równość, solidarność” oraz “Chodźcie z nami, antyfaszystami”. Kontrdemonstracja spotkała się z dużym zainteresowaniem patriotycznego bydła, które zbierało zdjęcia do nowej bazy danych zdrajców rasy.

Wieczorem w centrum społecznym Syrena na Śródmieściu odbyło się spotkanie informacyjno-dyskusyjne dotyczące szerzej turecko-grecko-bałkańskiego szlaku migracji uchodźców z Bliskiego Wschodu, a szczególnie stosunku niezależnych wolontariuszy i przyjezdnych obserwatorów do dobroczynnej działalności organizacji pozarządowych działających na szlaku. W spotkaniu wzięły udział osoby, które niedawno wróciły z Grecji i krajów bałkańskich, w tym załoga anarchistycznej “Kuchni Bez Granic” działającej na wyspie Lesbos. Oceny sytuacji, które pojawiły się na spotkaniu, nie były jednoznaczne. Z jednej strony można postrzegać obecny “napływ uchodźców” jako potencjalnie kryzysogenny moment, z którym nie radzą sobie instytucje, jakie dla ruchu antygranicznego stanowiły dotąd wroga numer 1: system dubliński, Frontex, Unia Europejska. Z drugiej – nie da się zauważyć, jak sprytnie kapitał i państwa rozgrywają sytuację kosztem najbardziej zdesperowanych uchodźców. Korzystając z “korytarza humanitarnego” migranci zdani są na łaskę przemytników, skorumpowanej policji, pijanych strażników granicznych i cwanych przedsiębiorców. Tracą wszystkie swoje oszczędności, ryzykują życie, i w najlepszym przypadku lądują w Niemczech lub Austrii, gdzie dołączają do najniżej wynagradzanych pracowników lub do bezrobotnych. O ile pracownicy i prekariusze nie zaczną walczyć wspólnie ponad różnicami etnicznymi, ich współzawodnictwo będzie zawsze wykorzystywane do pogarszania warunków pracy i zwiększania wyzysku.
Pojawiły się też różne głosy dotyczące roli NGO-sów w tak zwanych “hotspotach”, punktach, gdzie uchodźcy czekają na kolejny transport. Pracuje tam mnóstwo wolontariuszy z wielu krajów (w tym z państw ignorujących kwestię uchodźców, jak Polska czy Węgry) których poświęcenie zasługuje na szacunek, natomiast nasza ocena organizacji dobroczynnych i efektu, jaki ich obecność wywołuje, nie jest jednoznaczna. Gdzieniegdzie obecność dużych, międzynarodowych organizacji niejako legitymizuje przemoc, jaka dzieje się na granicach. Jednocześnie niezależni ratownicy, kucharze czy medycy, spoza “apolitycznych”, niezabierających głosu instytucji, bywają gnębieni i zatrzymywani przez straże graniczne w takich rejonach, jak wyspa Lesbos czy przejście graniczne Idomeni-Gewgelija. Prawdopodobnie celem odpowiedzialnych za to sił jest pozbycie się ludzi mogących “mącić” i informujących uchodźców o ich prawach.

Zgodziliśmy się natomiast w tym, że agitacja i organizowanie solidarnościowych działań w “hotspotach” jest trudne z uwagi na ciągłą rotację ludzi. Znacznie lepiej rokują wspólne działania w miastach, do których przychodźcy docierają. W tym temacie mamy wiele do zrobienia.

Nie będziemy nikomu ani radzić, ani odradzać podróży na śródziemnomorski szlak. Na pewno warto zapoznać się z sytuacją, o której polskie media albo nie mówią wcale, albo ograniczają się do nagłaśniania tylko spraw spektakularnie tragicznych. W dalszej kolejności zamierzamy działać na rzecz łączenia środowisk, przeciwko gettoizacji i ludobójstwu, na rzecz wspólnej walki o wspólne interesy. Będziemy też piętnować siły, które spowodowały permanentny kryzys humanitarny w wielu krajach świata, a obecnie umywają od niego ręce.